Wspaniały klasyk – „Dziwne losy Jane Eyre” Charlotte Brontë

Sierotka Jane Eyre jest skrytym dzieckiem, które nie może zaskarbić sobie sympatii wychowujących ją krewnych. Zostaje wysłana do rygorystycznej szkoły dla dziewcząt, w której wreszcie spotyka życzliwe dusze. Po ukończeniu edukacji podejmuje się pracy jako nauczycielka małej Adelki, podopiecznej bogatego pana Rochestera. Podobieństwo charakterów wkrótce zbliża młodą dziewczynę i jej pracodawcę, pojawia się miłość, ale przeszłość pana Rochestera uniemożliwia jej szczęśliwe zakończenie.

Zbyt wiele czasu minęło odkąd przeczytałam coś ze światowej klasyki literatury. Porzuciłam już nadzieję na to, że wreszcie dam radę „Nędznikom”, ale to nie powstrzymało mnie przed sięgnięciem po „Dziwne losy Jane Eyre” autorstwa Charlotte Brontë. I po raz kolejny zachwyciłam się dziewiętnastowiecznym pisarstwem. W tamtych czasach kobiety nieczęsto sięgały po pióro i pisały książki. Jeśli już to robiły, raczej były towarzysko spalone. Ale zdarzało się, że ich dzieła były mimo to chętnie czytane i opatrzone metką „klasyka literatury” dotrwały do czasów nam współczesnych.

Nie każdy po nie sięga, bo młode pokolenie niekoniecznie ma cierpliwość do ozdobnej narracji i górnolotnych w naszym odczuciu dialogów. Ja jednak lubię od czasu do czasu przeczytać coś z klasyki – daje mi to sporą satysfakcję i dumę, a okazuje się bardzo przyjemne.

I rzeczywiście: „Dziwne losy Jane Eyre” to zupełnie inne doznanie niż „Czerwona królowa”, „Światło między oceanami” czy reszta współczesnych czytadeł, którymi się ostatnio zajmowałam. Charlotte Brontë miała niezwykły zmysł obserwacji ludzi i dzięki temu jej postacie są tak prawdziwe. Większość z nich jest obdarzona wyrazistym charakterem, sama Jane to młoda, ale nad wyraz dojrzała kobieta potrafiąca czytać w ludziach jak w otwartych księgach. Z kolei pan Rochester  nie jest ani przystojny, ani specjalnie miły, a przez to jest bohaterem z krwi i kości, chociaż niezbyt zrównoważonym. St. John to przykład człowieka ogarniętego ideą, który nie zwraca uwagi na uczucia, a Helenka Burns to ktoś, kogo określiłabym chyba tylko jako małą świętą. „Dziwne losy Jane Eyre” pełne są właśnie takich postaci – dosyć złożonych, barwnych i bardzo interesujących.

A Charlotte Brontë nie ograniczała się tylko do postaci, opisom również niczego nie brakuje. „Dziwne losy Jane Eyre” są napisane narracją pierwszoosobową, ale tak bogatą, że w zasadzie nie gorszą od trzecioosobowej. Przy niej współczesne powieści pisane w pierwszej osobie wypadają blado i dość histerycznie. Owszem, w „Dziwnych losach Jane Eyre” dominuje język, który dziś zostałby uznany za sztuczny i zbyt kwiecisty, ale skoro opisuje wydarzenia z XVIII wieku, nie może być inny. Mimo tego styl Brontë jest klarowny, bo autorka wiedziała, co chce przekazać i to właśnie przelewała na papier. A nie ma niczego lepszego w książce niż autor całym sercem popierający swoje dzieło i zawarte w nim prawdy życiowe.

Sami więc widzicie, że „Dziwne losy Jane Eyre” po prostu mnie zachwyciły i wciągnęły. Jest mi niezmierni miło, że potrafię zachwycić się klasyką i Literaturą przez wielkie L. Jest mi jeszcze bardziej miło, że teraz czeka mnie przegląd licznych ekranizacji perypetii panny Eyre – to dopiero będzie frajda!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *