Inny stan umysłu – „Nowy początek”

Kiedy w dwunastu miejscach na Ziemi lądują obce statki kosmiczne, wybitna lingwistka Louise Banks zostaje poproszona o porozumienie się z przybyszami. Z pomocą fizyka Iana Donnelly’ego stopniowo odkrywa skomplikowany system znaków, którym posługują się obcy. Dzięki temu Louise zaczyna też rozumieć, czym są nękające ją od lat wizje.

Trudno opisać „Nowy początek” tak, by zachować klimat tego filmu. Niewielu ludzi potrafi tak sprawnie operować słowami, żeby oddać te wrażenia. Każdemu opisowi będzie czegoś brakowało, a mnie ogarnie frustracja na geniusz filmowego języka i ograniczenia mojego własnego.

Nie potrafię opisać tej ciszy na ekranie, która pulsuje oczekiwaniem i melancholią. Monotonne kolory i subtelne znaki, jeśli tylko się je zauważy, dają poczucie obcowania z czymś wykraczającym poza szare codzienne życie. Widz musi się przestawić w specjalny tryb i odciąć od świata zewnętrznego.

Po kilku minutach filmowcy jakby upewniają się, że ten stan został osiągnięty i przechodzą do sedna sprawy – opowieści o kosmitach. Jest to jednak opowieść zupełnie niekojarząca się z science-fiction, bo skupiająca się na humanizmie. W „Nowym początku” głównym bohaterem jest komunikacja jako droga do poznania świata, ale także zjednoczenia ludzi. Nieważna, że na Ziemię przybyły ufoludki, liczy się to, jak osiągnąć z nimi porozumienie i to jest jedną z miar naszego człowieczeństwa.

Widz śledzi poczynania Louise i Iana z zapartym tchem, a potem z podziwem narastającym równolegle do kolejnych odkryć bohaterów. Po raz kolejny styka się z czymś dla siebie niepojętym, nie gubi się jednak, prowadzony za rękę przez przemyślenie Louise. W końcu sam zaczyna rozumieć.

Obserwuje wtedy Amy Adams, która oszczędnymi środkami oddaje przygnębioną życiem samotniczkę, kobietę wspominającą utracone macierzyństwo, naukowca małego wobec ogromu nieznanej potęgi, który z czasem uczy się ją oswajać. Jeremy Renner i Forest Whitaker są dla niej tylko ramką, ich bądź co bądź dobre role przy Amy Adams tracą na znaczeniu. To grana przez nią Louise jest osią filmu, jej wizje i przemyślenia budują nastrój melancholii, jej postępowanie jest źródłem dynamiki. Także jej decyzja daje zapłon emocjonalnej bombie, która wybucha zaraz po tym, jak widz poczuje się dobrze z tym, że zrozumiał, o co w filmie chodzi.

Wtedy przestaje mieć znaczenie to, że filmowy świat stoi na skraju wojny. Wraz z odkryciem Louise cała skupiona na porozumieniu z obcymi akcja odchodzi na dalszy plan, a przesłaniają ją wcześniej niezrozumiałe dla widza wizje. Dociera do niego ich sens, wtedy ponownie zachłystuje się własnym odkryciem i tym razem także łzami wzruszenia. Wracają sceny przypominające początek filmu, prawie nieme przebłyski innego życia nabrzmiałe silnymi emocjami i wciskające w fotel widza, który ugina się pod ciężarem tego bagażu uczuć.

I mimo tego, że film się skończył, jeszcze przez chwilę siedzę w fotelu z dźwiękiem przejmującej muzyki w uszach, niezdolna, by wstać i wrócić do normy. „Nowy początek” zostaje z widzem na długo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *