Upadek mistrza – „I góry odpowiedziały echem” Khaleda Hosseini

Rodzeństwo z małej afgańskiej wioski zostaje rozdzielone. Abdullah przez całe życie będzie tęsknił za siostrą, a swojej córce nada jej imię. Pari, która w chwili adopcji była zbyt mała, by pamiętać brata, wyjedzie z przybraną matką do Paryża i już zawsze będzie czuła pustkę, jakby kogoś jej brakowało.

Jest mi bardzo przykro, ale trzecia i jak dotąd ostatnia powieść Khaleda Hosseini jest również najsłabsza. „Chłopiec z latawcem” i „Tysiąc wspaniałych słońc” napisane były z niezwykłym wdziękiem i chociaż dotykały ludzkich tragedii, nie były sentymentalne. Hosseini mistrzowsko podrzucał nam kolejne wątki, które ostatecznie splatały się w wieloaspektową historię. Wszystko to sprawiło, że wiele oczekiwałam w stosunku do „I góry odpowiedziały echem”.

Czytając je miałam wrażenie, że pisarz zachłysnął się popularnością swoich poprzednich książek, względnie pisał pod przymusem. Wszystkie zalety jego pisarstwa tutaj dotarły do granic możliwości, stężenie tego, co u Hosseiniego najlepsze, osiągnęło poziom krytyczny. Nie sprawiło to jednak, że „I góry odpowiedziały echem” było genialną powieścią, wręcz przeciwnie. Choć książkę napisano równie prostym stylem, zabrakło mu tej surowości, która tak mnie urzekła w poprzednich powieściach tego autora. Hosseini namnożył po raz kolejny wątków, ale nie połączył ich ze sobą. Historie, którymi poprzeplatano główną opowieść o losach Pari, nie były integralną częścią całości, przypominały raczej kawałki niedogotowanej kalarepy w zupie jarzynowej – przeszkadzały i irytowały, zgrzytając w zębach. I za każdym razem nasuwały przykre pytanie: po co? W efekcie „I góry odpowiedziały echem” było bałaganiarskie i niezbyt spójne, rozczarowywało zakończenie historii Pari i Abdullaha przypominające bardziej „Pamiętnik” niż cokolwiek innego. Hosseini zwykle opisywał wszystko wprost, ale bez zbędnych ozdobników, tutaj dał się ponieść… i przesadził.

„Chłopiec z latawcem” i „Tysiąc wspaniałych słońc” poruszyły mnie do głębi, kończyłam ich lekturę ze stertą mokrych chusteczek obok. „I góry odpowiedziały echem” zakończyłam z kolei z poczuciem krzywdy. Panie Hosseini, albo pana czas już minął, albo niech pan napisze coś lepszego.

One thought on “Upadek mistrza – „I góry odpowiedziały echem” Khaleda Hosseini

  1. Gratuluje odwagi! Obrazoburcze to, ale szczere i trzyma się konwencji tego bloga.
    A dla mnie jaka zwykle zaskakujące. Ciekawe dlaczego?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *