Popada w schemat – „Rebeka” i „Moja kuzynka Rachela” Daphne du Maurier

Nieśmiała dziewczyna w Monte Carlo poznaje bogatego wdowca Maxima de Wintera. Po krótkiej znajomości zostają małżeństwem, a młoda kobieta staje się panią na przepięknym majątku Manderley. Cieniem na szczęściu małżonków kładzie się historia Rebeki de Winter, pierwszej żony Maxima, która zginęła rok wcześniej na morzu. Nowa pani de Winter czuje, że mąż nadal kocha zmarłą Rebekę, a wszelkie wspomnienia o poprzedniej pani domu doprowadzają ją do rozpaczy.

Najlepsze jest to, że tak naprawdę spodziewałam się klasycznego romansu. Jednak kiedy na 54. stronie nastąpiły szybkie i raczej nieromantyczne oświadczyny, zorientowałam się, że to chyba będzie coś innego. Początkowo trochę irytowała mnie bezimienna główna bohaterka, z czasem jednak i ona się zmieniła, i ja wciągnęłam się w historię. Atmosfera powieści się zagęściła, opowieści o Rebece zaczęły niepokoić i nabierać groźnych kształtów. Postać nienawistnej gospodyni krążącej po Manderley działała stresująco, a kolejne wydarzenia najwyraźniej prowadziły do katastrofy. Nie udało mi się oczywiście odgadnąć zakończenia, choć bardzo się starałam i tworzyłam wiele scenariuszy. Z niecierpliwością oczekiwałam rozwiązania fabuły, a kiedy nadeszło, byłam zaskoczona, że to już. „Rebeka” pozostawiła mnie z klasycznym syndromem występującym u moli książkowych po zakończeniu porywającej lektury.

Naturalnie musiałam sięgnąć po inne powieści tej autorki. Mój wybór padł na „Moją kuzynkę Rachelę”, której ekranizacja ma się pojawić w kinach w najbliższym czasie. Dla jasności – będzie tam Sam Claflin. Już wiecie wszystko.

„Moja kuzynka Rachela” opowiada o młodym mężczyźnie wychowanym przez starszego kuzyna. Filip zostaje z Anglii podczas gdy jego kuzyn Ambroży wyjeżdża w ciepłe kraje i tam się żeni, a potem umiera w tajemniczych okolicznościach. Kuzynka Rachela jako wdowa przyjeżdża do posiadłości zmarłego męża, by poznać Filipa. Początkowo Filip jej nienawidzi i obarcza winą za śmierć Ambrożeego, wkrótce jednak ulega urokowi Racheli, która jest osobą tajemniczą i nieprzewidywalną.

Z pozoru „Moja kuzynka Rachela” znacznie się różni od „Rebeki”, podczas czytania zaczynałam dostrzegać analogie i podobieństwa. Głównymi bohaterami są bardzo młodzi, delikatni i naiwni ludzie, których życie wywraca się do góry nogami za sprawą tajemniczej kobiety. W obu powieściach du Maurier podobnie stopniowała napięcie, ale tym razem zbliżając się do końca książki miałam niemalże pewność co do jej zakończenia, bo znając już zabiegi autorki wiedziałam dokładnie, który wątek doprowadzi do błyskawicznej katastrofy kończącej akcję.

I tym sposobem nie sięgnę w najbliższym czasie po kolejne powieści Daphne du Maurier. Może być świetną pisarką, ale dla mnie powtórzenie tego samego schematu w dwóch różnych powieściach jest nieudolnością autora. Z tego powodu nie porwały mnie powieści Dana Browna (choć przeczytane w pierwszej kolejności „Anioły i demony” bardzo lubię) i z tego samego powodu nie mogę stwierdzić, że „Moja kuzynka Rachela” była dla mnie równie fascynująca co „Rebeka”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *