Bo bezinteresowność i odwaga nie tak bardzo się różnią – „Niezgodna”

W bliżej nieokreślonej przyszłości na zgliszczach Chicago żyje społeczeństwo podzielone na pięć frakcji: Altruizm, Nieustraszoność, Erudycję, Prawość i Serdeczność, skupiających ludzi o podobnych charakterach. Szesnastolatkowie z każdej frakcji mają jednak prawo wyboru  swojej przyszłości, a pomóc w tym ma im test określający ich dominujące cechy charakteru.  Altruistce Tris test nie daje jednak jednoznacznego wyniku – dziewczyna jest Niezgodna, ma predyspozycje do kilku frakcji, a społeczeństwo likwiduje takich jak ona. W obawie przed wykryciem Tris przechodzi do Nieustraszoności, gdzie czeka ją wyczerpujący trening fizyczny i mentalny pod okiem sadystycznych liderów frakcji oraz tajemniczego trenera Cztery. W tym czasie różnice między frakcjami prowadzą do krwawej wojny w społeczeństwie.

Doskonale rozumiem sukces „Niezgodnej”. Veronica Roth swoją pierwszą powieścią wypełniła pustkę, jaką w sercach czytelników pozostawiła ostatnia część „Igrzysk śmierci”. Ponownie otrzymaliśmy trylogię z nurtu fantastyki postapokaliptycznej opisującą podzielone społeczeństwo i nastoletnią bohaterkę, która walczy o przetrwanie. Tris jest jednak inna  – mniej zgorzkniała i delikatniejsza od Katniss, ale wcale nie mniej interesująca. Veronica Roth oszczędziła nam też boleści miłosnego trójkąta, a partnera Tris uczyniła dość szorstkim – nie szkodzi, i tak wszystkie czytelniczki go pokochały. Oprócz tego książka fantastycznie trzyma tempo, wątki ładnie się przeplatają, nie ma niepotrzebnych dłużyzn i wielkich wyznań, ciekawych postaci jest sporo, ale czytelnik się w nich nie gubi (co, przyznaję, zdarza mi się często, ale nie tym razem).

Film też się broni. Wiadomo – niektóre elementy z powieści trzeba było usunąć, ale zrobiono to umiejętnie, nie kalecząc akcji i uczuć widzów, z których 85% to fani książki. Dzięki temu w zasadzie na drugi dzień po skończeniu książki obejrzenie jej ekranizacji nie było ogromnym wstrząsem, choć zauważałam pewne szególiki, które zostały zmodyfikowane  – na przykład nawaliła dynamika związku Tris i Cztery, która w książce całkiem nieźle narastała (w filmie najwyżej podrygiwała) . Jestem też bardzo zadowolona z obsady – Shailene Woodley jako Tris z przestraszonej dziewczynki przeradza się w zdesperowaną młodą kobietę, która jednak nie odcina się od swojej przeszłości i wrażliwości. Reprezentujący starsze pokolenie Ashley Judd, Ray Stevenson czy Kate Winslet nadawali filmowi powagi, młodzi, na przykład Ansel Elgort (znowu razem z Woodley, tym razem jako rodzeństwo), Jai Courtney czy Zoe Kravitz, podtrzymywali jego młodzieżowy charakter. Mam pewne zarzuty pod adresem Theo Jamesa, który wypełniał tylko wizualne oczekiwania zakochanych w Cztery czytelniczek – raczej wyglądał niż grał, nie można mieć wszystkiego. Moją uwagę szczególnie zwrócił inny element, a mianowicie płacz Shailene Woodley i Ansela Elgorta – to było takie prawdziwe, z podkówką, cieknącym nosem, prawdziwym szlochem i nieatrakcyjnym wyglądem… Dowód na to, że młodzi aktorzy w zwyczajnym filmie dla młodzieży mogą dobrze grać. Ogólnie rzecz ujmując „Niezgodna” jest niezłą ekranizacją, która nie rani poczucia estetyki widza.

I bardzo mnie to cieszy, bo nierzadko pomiędzy powieścią a jej ekranizacją jest wieeeeeelka przepaść, tutaj starano się ją zredukować do minimum. „Niezgodną” można więc z czystym sumieniem polecić – najpierw jako lekturę, potem jako seans filmowy na wieczór. Niesie też ze sobą ważne dla młodych ludzi przesłanie – każdy jest wyjątkowy, a próba szufladkowania zazwyczaj kończy się tragicznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *