Iskrzy na zakrętach – „Wyścig”

Niki Lauda i James Hunt znienawidzili się od pierwszego wejrzenia. Obaj byli młodymi i ambitnymi kierowcami wyścigowymi aspirującymi do Formuły 1. Przystojny Hunt, do którego kobiety lgnęły stadami, i samotnik Lauda w kolejnych wyścigach ścierali się z równym żarem, jak w prywatnym życiu. Zarówno nonszalanckim playboyem, jak i zawziętym odludkiem kierowało tylko jedno pragnienie – pokonania znienawidzonego przeciwnika. Rywalizacja i żądza zwycięstwa sprawiły, że brawura Laudy i Hunta sięgnęła zenitu, a oni gotowi byli zwyciężyć, na szalę rzucając własne życie.

Historia rywalizacji Lauda-Hunt to, jak to się mówi, materiał na świetny film. Taki też jest „Wyścig”. Niki Lauda i jego status legendy Formuły 1, starcie silnych osobowości oraz niczym nieujarzmiona ambicja – wszystkie te elementy sprawiają, że akcja aż iskrzy na zakrętach. Film trzyma tempo, napięcie nie opada aż do ostatnich chwil, a samochody i wyścigi zaczynają interesować nawet takich laików jak ja. Muzyczny motyw przewodni skomponowany przez Hansa Zimmera dodatkowo podkreśla to wszystko swoim dynamizmem i drapieżnością. Co więcej, zwykle przy filmach opowiadających o takich (jakby nie było) zboczeniach cynicznie pukam się w czoło i idę po wino do lodówki. „Wyścig” nie pozwolił mi ruszyć się z miejsca, dążenia Laudy tak mnie wciągnęły, że stały się także moimi pragnieniami. Cały konflikt ukazano bardziej z jego perspektywy, dlatego też łatwiej było mi się utożsamiać z nim, a nie zadzierającym nosa Huntem.

Postać Laudy jest także chodzącym studium przecież nieobcej mi ambicji i ostatecznego zwycięstwa zdrowego rozsądku. To miłe, patrzyć, jak żonatemu facetowi stopniowo zmieniają się priorytety, a chore dążenia zostają złagodzone przez normalne ludzkie odruchy. Lauda to także przykład umiejętności odpuszczenia oraz ciężkiej pracy nad sobą, która ostatecznie opłaca się bardziej niż okazjonalna brawura.

Mimo to ani Laudy, ani tym bardziej Hunta nie da się bezwarunkowo polubić. Daniel Brühl i Chris Hemsworth zagrali facetów ogarniętych szałem rywalizacji i przeczących istnieniu instynktu samozachowawczego. Chociaż początkowo mogłoby się wydawać, że Hunt-Hemsworth będzie naszym ulubieńcem, szybko okazuje się być aroganckim playboyem. Z kolei Lauda- Brühl zdecydowanie nie należy do typów milusich, odpycha od siebie ludzi, ma kompleksy i jest okropnie uparty. Z czasem jego wizerunek ociepla postać granej przez Alexandrę Marię Lara żony, wtedy też zaczynamy go jakby troszkę lubić, ale dalej mamy go za ciut aspołecznego. Rodząca się w bólach szorstka przyjaźń Laudy i Hunta paradoksalnie wydaje się nam jednak naturalną konsekwencją ich rywalizacji i staje się satysfakcjonującym zakończeniem dobrego filmu, do którego ma się ochotę wrócić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *