Czegoś takiego jeszcze nie widzieliście – „Projektantka”

Tilly wraca po latach do swojego rodzinnego miasteczka gdzieś w Australii. Kiedy była dziewczynką, wywieziono ją stąd oskarżoną o zabójstwo chłopca. Teraz jako dorosła kobieta kształcona u paryskich projektantów mody wraca, aby pogodzić się z matką, wyjaśnić morderstwo, którego zupełnie nie pamięta i przekonać samą siebie, że jednak nie jest przeklęta. Jej zdolności krawieckie sprawiają, że szybko staje się miejscową ikoną stylu, a wszystkie kobiety zlatują się do niej po nowe fatałaszki, ale jej przeszłość pozostaje mroczną niewiadomą. W odkryciu prawdy Tilly pomagają atrakcyjny i zafascynowany Tilly Teddy oraz sierżant Farrat, zafascynowany dla odmiany modą. Nie wiedzą jednak, że przy okazji odkryją wszystkie tajemnice sennego miasteczka…

„Projektantka” jest nieznana w Polsce, nie pojawiła się nawet w kinach. Zupełnie tego nie rozumiem, bo film jest świetny! Ominęło nas naprawdę interesujące przeżycie, bo mogę Wam zagwarantować, że czegoś takiego jeszcze nie widzieliście. „Projektantka” pełna jest nieoczywistego humoru, groteska przeplata się z komediodramatem, fabuła jest intrygująca, krajobrazy wprowadzają lekko westernowy zadziorny charakterek, a widz czeka ze zniecierpliwieniem, co będzie dalej. Najgenialniejsze jednak są postacie: Tilly potrafi zamknąć komuś usta ciętą uwagą i seksapilem, ale w towarzystwie ukochanego mężczyzny wyrasta na wrażliwą i trochę zagubioną dziewczyną, a jej matka to niby stara pijaczka, ale z sarkastycznym dowcipem i ukrywanym szorstkim wdziękiem. Z kolei karykaturalnie ukazani ludzie z miasteczka to satyra na małomiasteczkowe dziwactwa.

Oczywiście duża w tym zasługa obsady. Nazwisko Kate Winslet jest nieomalże gwarancją sukcesu, bo postacie takie jak Tilly gra brawurowo i z niebezpiecznym błyskiem w oku. Judy Davis w roli jej matki mimo oszpecającej charakteryzacji wzbudzała natychmiastową sympatię widza. Liam Hemsworth może i nie jest genialnym aktorem (jeszcze, bo perspektywy nie są najgorsze), ale pasował do tej roli, a jego Teddy stanowił zgrabne tło dla głównej bohaterki, a kiedy go zabrakło – uświadomiłam sobie, że przecież go polubiłam. Oprócz tej trójki przez ekran przewijały się tłumy mniej znanych, za to charakterystycznych aktorów wdzięcznie odtwarzających większe i mniejsze miasteczkowe wredoty. Jednak wisienką na torcie był komediowy występ Hugo Weavinga – nie uwierzycie, jak bardzo jest przekonujący podczas przebierania fikuśnych ciuszków! To trzeba zobaczyć, zwłaszcza jeśli w Waszej pamięci ten aktor funkcjonuje głównie jako agent Smith, Elrond lub świetny bądź co bądź V.

Mimo fantastycznego całokształtu zgrzyt był jeden, za to dość poważny dla osoby choć odrobinkę kojarzącej aktorów. Liam Hemsworth, nawet zarośnięty i z wyrzeźbioną klatką, ma 26 lat. Kate Winslet – 40. Dziwnie się na to patrzyło, nawet jeśli dopiszemy sobie ideologię, że Teddy symbolizuje utraconą młodość Tilly – po prostu fabuła i zarys przeszłości Tilly traciły trochę na wiarygodności. Mimo różnic wieku między aktorami była na szczęście chemia, więc powyższy zgrzyt wynika z przyczyn od nich niezależnych, zależnych jednak od osób odpowiedzialnych za castingi – ja rzuciłabym Kate w ramiona jej rówieśnika.

Jeśli jednak przymkniemy na to oko (przecież miłość nie wybiera!) – „Projektantka” będzie świetnym wyborem, który na długo zapadnie w pamięć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *