Męskie trio i ona – „Z dala od zgiełku”

Bathsheba Everdene jest silną, młodą i niezależną kobietą, która właśnie przejęła farmę wuja i żelazną ręką zaprowadza na niej porządek. Nikt nie ma wątpliwości, że da sobie radę, jest jednak coś, z czym Bathsheba sobie nie radzi – to mężczyźni zabiegający o jej względy. Gabriel Oak – ubogi farmer jest dla młodej kobiety wsparciem i powiernikiem, ale pochodzi z niższej klasy, a aspirująca do miana farmerki Bathsheba nie chce mezaliansu. Jest też William Boldwood, zakochany po uszy bogacz o gołębim sercu, który pragnie zapewnić ukochanej kobiecie dostatek i stabilizację. Totalny chaos w życiu Bathsheby wprowadza jednak Francis Troy, sierżant z wąsem, który inicjuje jej pierwszy pocałunek i, co tu dużo mówić, uwodzi ją. Kiedy legalnie stają się mężem i żoną, okazuje się, że Troy jest rozrzutnym hulaką i hazardzistą, krótko trzymającym żonę, która ma być mu bezwzględnie posłuszna. W tym momencie Bathsheba uświadamia sobie, że dokonała najgorszego możliwego wyboru, a jej wolność bezpowrotnie się skończyła.

Nie trzeba mieć wielkiego doświadczenia, by stwierdzić, że „Z dala od zgiełku” jest melodramatem, jest to jednak melodramat nastrojowy, miły dla oka i ucha, z dobrą obsadą – innymi słowy, film, którego obejrzenie nie uwłacza naszej godności i dostarcza niekłamanej przyjemności. Wiadomo – melodramat rzecz przewidywalna, więc bohaterowie mogliby być nie wiem jak skomplikowani, i tak będziemy znali zakończenie. I z tą świadomością oglądałam perypetie Bathsheby , a ich zakończenie było dla mnie jasne, ale oczekiwałam go z przyjemnym dreszczykiem, na co zdecydowanie miała wpływ obsada. Carey Mulligan zdołała połączyć zaradną, rozsądną kobietę i dziewczynę rumieniącą się pod wpływem pierwszych komplementów i uczuć. Dała się poznać jako dobra aktorka o ciekawej aparycji i cudnym głosie. W jej tle pojawiły się Jessica Barden i Juno Temple, które złagodziły troszkę dominację panów na Bathshebą. Męskie trio tego filmu również nie zawiodło. Tom Sturridge od początku był jednostką śliską, acz zdolną uwieść nawet bardzo mądrą kobietę i zmarnować jej życie, naturalne zatem, że od początku szczerze drania nienawidziłam. Michael Sheen zagrał bardzo elegancko, muszę przyznać, że konfiguracja „zakochany i  nieśmiały bogacz” jest znacznie lepsza od „psychopatyczny wampir” (saga „Zmierzch”) i prawie tak dobra jak „premier Wielkiej Brytanii” („Królowa”). Natomiast Matthias Schoenaerts (znany również jako Matthias Szu Szu Szu) w oczywisty sposób od początku był tym jedynym, ukochanym i wybranym, patrzącym na Bathshebę z góry, ale powłóczystym wzrokiem. Mimo wszystko – team Michael Sheen w moim przypadku.

Wdzięku filmowi dodawały jeszcze piękne widoczki jak z tapet Windowsa oraz nastrojowa muzyczka, ale mnie osobiście najbardziej oczarowały te dwa minuty „Z dala od zgiełku”:

Dość powiedzieć, że nawet gdybym zapomniała o całym filmie, piosenka „Let No Man Steal Your Thyme” pozostanie jedną z moich muzycznych miłości i będzie mi o nim przypominać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *