Ekranizacja „Emmy” Jane Austen – film kontra miniserial

vs

Po szczęśliwym zeswataniu swojej przyjaciółki Emma Woodhouse postanawia zająć się aranżowaniem małżeństw. Kiedy poznaje Harriet Smith, bierze sobie za punkt honoru wydanie tego nierozgarniętego stworzenia za mąż. Karze Harriet odrzucić oświadczyny zakochanego w niej farmera i szuka dla niej bogatego kandydata na męża – pastora lub dżentelmena. Pochłonięta swataniem Emma nieświadomie bierze udział w paru małych skandalach, a przede wszystkim jest głucha na rady swojego przyjaciela – pana Knightley’a.

Powieści Jane Austen są wdzięcznym obiektem ekranizacji. Miałam ostatnio okazję porównać dwie z nich – film z 1996 oraz miniserial BBC z 2009 roku. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę, była obsada. Emma Woodhouse w zasadzie nie jest postacią na wskroś pozytywną – łatwo rani ludzi, jej zachowania są drażniące, ale w ostatecznym rozrachunku dzięki samokrytyce wychodzi na plus. Romola Garai grająca Emmę w miniserialu przeszła wszystkie te etapy, ale nie można tego niestety powiedzieć o Gwyneth Paltrow, która zatrzymała się na etapie drażniącej Emmy. Co do pana Knightley’a – zarówno Jonny Lee Miller, jak i Jeremy Northam byli świetni, każdy na swój sposób. Za to w przypadku reszty obsady widoczna jest ta sama dysproporcja, co w przypadku głównej bohaterki – miniserial jest pełen wyrazistych postaci o zapadających w pamięć twarzach (brawa dla Michaela Gambona!), w filmie przez ekran przewijają się tabuny ludzi, których trudno docenić – nawet tych znanych jak Ewan McGregor czy Toni Collette.

Jeśli chodzi o bardziej formalne kwestie, siłą rzeczy dynamika i psychologia postaci jest staranniejsza i bardziej przemyślana w miniserialu, podczas gdy w filmie nie było na to czasu. Na serial lepiej też się patrzyło – ładne ujęcia i stonowane barwy są przecież znakiem firmowym BBC! Film znowu wypadł gorzej ze swoją zbyt jaskrawą kolorystyka wyraźnie gryzącą się z atmosferą wykreowaną przez Jane Austen w książkach. Pod jednym względem serial i film są równie dobre – muzyka w obu jest urocza, nastrojowa i figlarna, co więcej – Rachel Portman za soundtrack do filmu zdobyła Oscara!

Moje ogólne wrażenia: miniserial BBC jest miły i wyważony i co jakiś czas warto go sobie przypomnieć. Z kolei film nie wyróżnia się niczym szczególnym z tłumu produkcji, do których nie ciągnie widza po raz kolejny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *