Przekochane – „Pan Kuleczka” Wojciecha Widłaka

Czasami zdarza mi się przez przypadek wrócić do czegoś, co uwielbiałam w dzieciństwie. W efekcie na nowo pokochałam między innymi bajki Disney’a czy wróciłam do wierszyków Danuty Wawiłow. W ten sposób dowiaduję się, że jeszcze nie jestem całkiem dorosłą osobą, w tajemnicy planuję też, co kiedyś będę czytać i pokazywać swoim dzieciom.

Kolejnym takim bodźcem pobudzającym mnie do podróży w czasie było wydanie kolejnej książeczki z serii o Panu Kuleczce pisanej przez Wojciecha Widłaka. Cała rodzina zgodziła się, że trzeba uzupełnić kolekcję, oczywiście dla kolejnego pokolenia, ale każdy po kryjomu „Pana Kuleczkę” przeczytał. Bo wszyscy kochamy Pana Kuleczkę, a powiedzonka z tych książeczek i audiobooków na ich podstawie weszły już na stałe do naszych rodzinnych rozmów.

I tym razem były to niedługi zbiorek przekochanych opowiadań o perypetiach Pana Kuleczki, kaczki Katastrofy, psa Pypcia i muchy Bzyk-Bzyk. Historyjki zawsze mają w sobie dużo ciepła, życiowe refleksje i  element zaskoczenia na koniec. Dzieci są zafascynowane łobuzerską kaczką Katastrofą, niektórzy identyfikują się z flegmatycznym psem Pypciem lub malutką muszką Bzyk-Bzyk, a dorośli chcąc nie chcąc rozumieją Pana Kuleczkę, który musi zapanować nad tą wesołą gromadką. Książeczki z serii o Panu Kuleczce zawsze zawierają dużo złotych myśli, a kolorowe ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej pamięta się przez wiele lat. Z rozrzewnieniem wspominam także audiobooki, które kiedyś dawno dołączane były do gazet typu „Mama i ja” – do dziś potrafię wyrecytować ich fragmenty!

Nie wypada mi przepisywać całych opowiadań, a audiobooków nie ma na YouTube, więc chciałabym podzielić się z Wami ilustracjami – moimi wspomnieniami z dzieciństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *