Miły i krzepiący „Praktykant”

Siedemdziesięcioletni wdowiec Ben męczy się na emeryturze, brakuje mu wyzwań i zajęcia, drażnią go nawyki innych emerytów. Postanawia odpowiedzieć na ogłoszenie internetowego sklepu odzieżowego poszukującego seniorów. W ten sposób trafia na stanowisko praktykanta u szefowej firmy. Jules jest kobietą sukcesu,  która zbudowała swoją firmę od podstaw. Z początku irytuje ją, że ktoś w ogóle zawraca jej głowę, z czasem jednak zaczyna doceniać rady doświadczonego przez życie Bena, jego troskę i chęć niesienia pomocy. W rezultacie dwójkę zupełnie różnych ludzi połączy przyjaźń.

„Praktykant” jest jednym z tych filmów, których poszukuję po maratonie „Batmana”, „Troi” lub „Avengersów” – filmów przepełnionych gwałtowną akcją, epatujących przemocą, popisujących się nawałem efektów specjalnych. Wtedy potrzebuję jakiejś kochanej komedii, którą obejrzę na spokojnie, z rodziną lub sama, może na chwilkę przerwę, żeby nalać sobie soczku, żeby później wrócić przed telewizor. Nie będę miała problemów ze zrozumieniem fabuły, nie będę musiała odwracać wzroku z powodu brutalnych scen, a po zakończeniu stwierdzę: „to było miłe, chętnie obejrzę to jeszcze raz”.

Taki właśnie jest „Praktykant”. Reżyser Nancy Meyers („Holiday”, „Lepiej późno niż później”) pod tym względem jest niezawodna i zawsze dostarcza widzom ciepłą komedię, którą miło się wspomina. Rozkwitająca relacja dwojga ludzi, których dzieli właściwie wszystko, w uroczy sposób pozwala widzowi na ponowne uwierzenie w przyjaźń. Z tęsknotą przypomina też o mężczyznach starej daty, noszących  przy sobie czystą chusteczkę i gotowych na pomoc kobiecie. Miło było zobaczyć Roberta De Niro w takiej roli, zwłaszcza że ostatnio niestety najbardziej kojarzy mi się z rolą upierdliwego tatuśka w „Poznaj mojego tatę”. Również obsadzenie Anne Hathaway w roli Jules miało w sobie coś przewrotnego, bo natychmiast kojarzyło się z jej rolą w „Diabeł ubiera się u Prady” – tyle że tym razem stała po drugiej stronie barykady i to ona była poważną szefową w branży odzieżowej. Duet De Niro – Hathaway był po prostu idealny.

A jak skończył się „Praktykant”?

„To było miłe, chętnie obejrzę to jeszcze raz”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *