Bohaterowie lektur szkolnych zdemaskowani

Niedawno rozpoczęły się wakacje, na lektury szkolne możemy zatem popatrzyć z dystansem i zinterpretować je po swojemu, a nie zgodnie z kluczem. Dzisiaj spróbuję wniknąć w umysły bohaterów lektur (nie tylko tych znienawidzonych)  – jeśli na coolturce nie ukażą się kolejne wpisy, będzie to oznaczało, że zwariowałam od analizowania tych strasznych miejsc…

Największe boleści sprawia mi zdecydowanie romantyzm, który w zbyt dużych ilościach jest po prostu niestrawny. Zaczęło się od „Cierpień młodego Wertera”. Mój Boże, tytuł pochodzi chyba od doznań czytelników! Wertera można określić jako wybitnego, a konkretnie wybitnie irytującego. Niebożę siedzi sobie i użala się nad sobą zamiast postarać się o ukochaną – przecież miał szansę, gdyby tylko podjął jakieś działanie: kwiatki, czułe słówka, wierszyki i Lota byłaby jego. Ale momencik, mamy romantyzm, więc zgodnie z założeniami epoki będziemy się nieszczęśliwie zakochiwać, a potem nieudolnie strzelać sobie w łeb (tak, nawet tego nie potrafimy zrobić jak należy).

Kolejne romantyczne cielątko – Kordian z dramatu Słowackiego, który zakochuje się w starszej kobiecie, oczywiście miłością nieodwzajemnioną, bo one wcale nie musi być zainteresowana rozemocjonowanym piętnastolatkiem. Z tego powodu Kordianek postanawia popełnić samobójstwo, ale i to mu się nie udaje, czego skutkiem są kolejne przygody, a Bogu ducha winny czytelnik musi znosić zranioną ambicję i kompleks Mickiewicza, na który wyraźnie cierpiał Słowacki – przecież nikt nie domyśli się, że Improwizacja na Mount Blanc może być kalką z Wielkiej Improwizacji z „Dziadów”, a samobójstwo z miłości nie jest nowatorstwem.

Skoro już jesteśmy przy Mickiewiczu – proszę bardzo, Tadeuszek Soplica, pacholę, które chowane przez księdza w Wilnie po powrocie do domu nie potrafiło odróżnić kobiety czterdziesto- od czternastoletniej. Zdarza się? Niekoniecznie.

Kiedy znudzi się nam romantyzm, możemy sięgnąć sobie po Sienkiewicza, a tam znajdziemy przykłady przynajmniej dwóch niedojrzałych facetów. Zbyszko z Bogdańca, złoty rycerzyk z „Krzyżaków”, stworzenie tyleż zapalczywe, co nieodpowiedzialne. Jeśli ktokolwiek nas obrazi, wyzwijmy go na pojedynek, bo nasz honor nie zniesie tej zniewagi, choćbyśmy mieli przypłacić za to głową. Diagnoza: instynkt samozachowawczy w zaniku. Drugi delikwent to pan Andrzej Kmicic we własnej osobie. Życiowa dewiza: poderwać dziewczynę, upić się z kolegami na imprezie, postrzelać do portretów przodków, ewentualnie poderżnąć parę gardeł. A potem uciekać, żeby ocalić życie. Całe szczęście akurat Kmicic z tego wyrósł.

Jak już jesteśmy w pozytywizmie, zerknijmy na na znienawidzoną przez uczniów Izabelę Łęcką, tak zwany wytwór swoich czasów. Szczerze, kogo przekonuje tłumaczenie, że Izabela była taka, a nie inna, bo tak ukształtowała ją jej grupa społeczna? A może to jednak wina jej niepozbieranego ojca, który wychował córkę w przekonaniu o własnej doskonałości? Izunia dorastała w atmosferze pobłażliwości, zatem jaka miała być względem Wokulskiego, skoro wszyscy zapewniali ją o jej wyjątkowości, a zamiast księcia z bajki pojawił się kupiec i dorobkiewicz? Łęcka była przekonana, że miłość się jej należy, więc zakochany do szaleństwa Wokulski jej nie wzruszał nawet w najmniejszym stopniu.

A wcześniejsze epoki? Proszę uprzejmie, cofamy się do Szekspira. Makbeta i jego żonkę zdiagnozowałam już przy okazji filmu – zapraszam do poczytania.

Na koniec coś z poziomu rozszerzonego – „Pani Bovary” Gustawa Flauberta. Główna bohaterka ma wszystko, mąż jest wpatrzony w nią jak w obrazek, córeczka nader im się udała. Niestety, Emma Bovary z braku zajęcia śmiertelnie nudzi się w domowych pieleszach. Dlatego trwoni pieniądze na głupie zachcianki, popada w depresję, wreszcie znajduje lekarstwo na nudę – kochanka. A potem drugiego. Mąż nawet tego nie zauważa, tak ją kocha, ale ona jest wobec niego pełna pretensji i ciągle pragnie nowych doznań. Najlepiej, żeby najpierw było trzęsienie ziemi, następnie tsunami, a potem już tylko ciekawiej. Ostatecznie takie radzenie sobie z nudą ją zabija.

Wniosek jest jeden: głównym zadaniem lektur szkolnych jest uchronienie nas przed zgubnym wpływem nudy – nie mamy nawet czasu na depresję, bo przecież w kanonie lektur czekają nas takie doznania – od samobójstw przez spektakularne szaleństwo aż do wymyślnych happy endów. Czego chcieć więcej od życia?

2 comments on “Bohaterowie lektur szkolnych zdemaskowani

  1. „Wertera można określić jako wybitnego, a konkretnie wybitnie irytującego.”
    „Z tego powodu Kordianek postanawia popełnić samobójstwo, ale i to mu się nie udaje, czego skutkiem są kolejne przygody, a Bogu ducha winny czytelnik musi znosić zranioną ambicję i kompleks Mickiewicza (…).”
    „(…) Tadeuszek Soplica, pacholę, które chowane przez księdza w Wilnie po powrocie do domu nie potrafiło odróżnić kobiety czterdziesto- od czternastoletniej.”
    „Makbeta i jego żonkę zdiagnozowałam już przy okazji filmu (…)”
    UWIELBIAM CIĘ OLUŚ! :)

Odpowiedz na „OleńkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *