Moje ukochane czytadełko – „Anna i pocałunek w Paryżu” Stephanie Perkins

Anna Oliphant, córka autora łzawych romansideł, zostaje wysłana na rok do Paryża. Każdy inna na jej miejscu pewnie skakałaby z radości, ale ona nie chce opuszczać Atlanty, gdzie musi zostawić mamę, ukochanego braciszka Seana, przyjaciółkę Bridge oraz Topha – faceta, o którym od zawsze marzyła, a ostatnio on odwzajemnił jej zainteresowanie. Ale ojciec Anny jest nieugięty i dziewczyna ląduje w Amerykańskiej Szkole w Paryżu. Tam poznaje paczkę przyjaciół: niezależną Meredith, ironiczną Rashmi, utalentowanego plastycznie Josha oraz chłopaka-cud, o którym śni cała żeńska część szkoły. Étienne St.Clair jest idealnym połączeniem amerykańskiej pewności siebie, brytyjskiego akcentu i francuskiego „tego czegoś”. Świetnie wygląda, ma także niesamowitą charyzmę, które sprawia, że wszyscy go lubią. Annę od razu bierze… Wkrótce stają nierozłączni, ale muszą pozostać przyjaciółmi, bo St.Clair ma dziewczynę, a Anna wciąż marzy o Tophie. Zdrada Bridge, choroba mamy St.Claira, złośliwość uczniów oraz losu sprawi, że Anna i Étienne wciąż będą się mijać. Mimo to „Anna i pocałunek w Paryżu” skończy się jak należy.

Książka na pierwszy rzut oka nie zachęca. Tytuł jest nieco karkołomny i na jego podstawie przewidujemy beznadziejnie romantyczne romansidło z duuuużą ilością wzdychania i „dreszczy w okolicach lędźwi”, jak to ujął był Nicholas Sparks w „Pamiętniku”. O toto, właśnie takiego „Pamiętnika” się spodziewamy! Okładka też nie jest zbyt ambitna, przypomina czasopismo z poradami typu „jak utrzymać przy sobie chłopaka”. Zatem jeśli ktoś ocenia książki po okładce, „Anna i pocałunek w Paryżu” odpada w przedbiegach.

Ale jeśli ktoś pozbędzie się uprzedzeń i otworzy książkę, zamknie ją dopiero kiedy skończy ją czytać. „Anna i pocałunek w Paryżu” jest napisana łatwym w odbiorze językiem poprzeplatanym francuskimi wtrąceniami. Akcja płynie gładko i bez zgrzytów, a jej zwroty nie dają czytelnikowi przerwy na znudzenie się. Zgrabne opisy Paryża sprawiają, że chciałoby się natychmiast pakować walizki. Bohaterowie są interesujący – każdy z przyjaciół Anny ma charakterek, sama Anna nie jest ideałem i ma tego świadomość, ale podchodzi do siebie z dystansem i zabawnie komentuje swoje potknięcia. Za to Étienne jest idealny. Jako nastoletni mól książkowy płci żeńskiej spokojnie mogę napisać, że połączenie najlepszych cech Gusa Watersa, Edwarda Cullena, Jacoba Blacka i Peety Mellarka nie byłoby dla niego konkurencją. Żeby wyobrazić sobie Étienne’a, musicie przeczytać książkę, bo nie umiałabym go wiernie opisać.

Wierzcie mi, przeczytałam naprawdę wiele romansideł dla nastolatek. Były wśród nich takie, od których bolały mnie zęby i żołądek z przyległościami. Były też takie, którymi zniesmaczona rzuciłam o ścianę, bo największym pragnieniem nieletnich bohaterów była prędka utrata dziewictwa. Nareszcie zdarzały się takie miłe, acz banalne, którymi nie warto się chwalić. W odróżnieniu do nich „Anna i pocałunek w Paryżu” zalicza się do grupy ukochanych czytadełek, do których powraca się częściej niżby wypadało i które poleca się przyjaciółkom, żeby potem móc się razem pozachwycać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *