Do pochlipania – „Gwiazd naszych wina”

Hazel ma 17 lat. Ma też nowotwór od jakiegoś czasu trzymany w szachu przez eksperymentalną kurację. Na spotkaniu grupy wsparcia poznaje Gusa, który w potyczce z rakiem stracił nogę. Chłopak bez skrępowania okazuje, że jest zainteresowany Hazel. Zaczynają się spotykać, a ostatecznie połączy ich ulubiona książka Hazel. Ale są tylko dwójką zakochanych nastolatków, a rak nie wybiera.

Książki Johna Greena szybko stały się bestsellerami, a „Gwiazd naszych wina” otworzyło mu drogę do światowej kariery. Przeczytałam jego wszystkie powieści, „Gwiazd naszych wina” jest zupełnie różna od pozostałych i prawdopodobnie dlatego uznawana za najlepszą, bo reszta ma specyficznych bohaterów, których nie każdy polubi. Za to Hazel i Gusa polubiłam od razu, a nad smutnym zakończeniem ich historii płakałam rzewnymi łzami.

Naturalne więc było, że chciałam sobie pochlipać i na wychwalanej pod niebiosa ekranizacji. Rzeczywiście film był bardzo przyjemny, zrealizowano go przyzwoicie, nic mnie w nim nie raziło, spodobał mi się pomysł z wiadomościami wyskakującymi na ekranie w zgrabnym chmurkach, a to oznacza, że został zrobiony świetnie jak na ekranizację powieści dla nastolatków. Bo umówmy się, nie zawsze producenci przykładają się do takich filmów, zwłaszcza jeśli ma to być pojedynczy projekt, a nie długa seria, w której ostatniej część rozbijemy na pół, żeby zarobić więcej pieniążków.

Dużym plusem filmu jest obsada. Shailene Woodley i Ansel Elgort bardzo drażnili mnie w „Niezgodnej”, ale tutaj odwalili kawał dobrej roboty. Do Shailene Woodley pasują bardzo dziewczęce role, nie sprawdza się natomiast jako wojowniczka. Dopiero teraz odkryłam też, że Ansel Elgort potrafi być uroczy, a rola Gusa właśnie taka powinna być. Reszta obsady zapadała w pamięć, a wśród nich zdecydowanie najbardziej rzucał się w oczy Willem Dafoe ze swoją charakterystyczną powierzchownością. No, może sam John Green niekoniecznie powinien pokazywać się w filmie, bo jego scena była wyraźnie robiona pod niego.

Wszystko pięknie, ale niestety książka za drugim razem nie jest już tak fantastyczna. Mam nadzieję, że z filmem tak nie jest, bo chętnie do niego wrócę i nie chcę się rozczarować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *