Zbyt wiele cudów – „Noe: Wybrany przez Boga”

Biblijną opowieść o potopie przerabia się w przedszkolu: Bóg postanawia zmieść zło z powierzchni ziemi, a w tym celu sprowadza trwający 40 dni i 40 nocy potop. Noe, zwykle wyobrażany jako sympatyczny staruszek, dostaje zadanie zbudowania wielkiej łodzi, w której zgromadzi po parze zwierząt z każdego gatunku i dzięki temu ziemia po potopie na nowo będzie mogła zapełnić się Bożym stworzeniem. Wreszcie potop się kończy, arka osiada na górze Ararat, a Bóg na znak przymierza z ludźmi umieszcza na niebie tęczę.

Tak to mniej więcej wygląda w Biblii. A że Biblia zrobiła się ostatnimi czasy modna w Hollywood, postanowiono nakręcić film o Noem i jego arce.

W filmie „Noe: Wybrany przez Boga” główny bohater jest nomadą, który walczy o przetrwanie w świecie niszczonym przez okrutnych ludzi pozbawionych moralności. Nie jest jednak sam – towarzyszy mu żona i trzech synów: Sem, Cham i Jafet. Noe ma wizję zagłady świata i wraz z rodziną rusza w podróż do swojego dziada Matuzalema, aby ten wyjaśnił mu, o co chodzi. W drodze rodzina Noego przygarnia małą Ilę. Matuzalem tłumaczy Noemu, że Bóg postanowił zesłać na świat potop, a jemu przydzielił zadanie zbudowania arki, dzięki której kataklizm przetrwają wszystkie gatunki zwierząt. Przy pomocy Strażników – upadłych aniołów zesłanych przez Boga na ziemię i zamienionych w kamienne potwory – Noe przez lata buduje arkę. W tym czasie jego dzieci dorastają. Ila i Sem są nierozłączni, z kolei Cham pragnie znaleźć dziewczynę, która da mu szczęście. Noe jest jednak przekonany o tym, że Bóg chce wytępić ludzi, zatem nie pozwala Chamowi zabrać na arkę kandydatki na żonę, a kiedy okazuje się, że Ila jest w ciąży, postanawia zabić jej potomstwo, aby nie dopuścić do przetrwania rodzaju ludzkiego.

Jak sami widzicie, historię Noego rozdmuchano do granic wytrzymałości, a z Biblii zrobiono najbardziej ordynarne science fiction. A jeśli taki film został zrealizowany jak jeden z komiksów Marvela… no cóż. Nagromadzenie fantastycznych wątków oddaliło film od pierwowzoru tak, jak to tylko możliwe, Noe stał się szaleńcem zapatrzonym w ideę, a rola Boga została ograniczona do legendy o Stwórcy – równie dobrze wizja Noego mogła być wytworem jego umysłu. Ostatecznie przy niewątpliwie ogromnym budżecie powstał totalny gniot. Nie pomogły nawet znane twarze. Russell Crowe, Jennifer Connelly, Anthony Hopkins i Emma Watson zagrali, co mieli zagrać, miło ich było znowu zobaczyć, ale ich postacie były przesadzone jak cały film.

„Noe: Wybrany przez Boga” w programie telewizyjnym miał trzy gwiazdki, ale to były gwiazdki „na zachętę”, bo nie wypadało gorzej ocenić premiery telewizyjnej. Następnym razem gwiazdek będzie mniej, aż w końcu wszyscy zapomnimy o tym filmie. I dobrze, bo nie chcę o nim pamiętać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *