Seriale, które miło wspominam cz. 2

4) Dr House

Nad przyczyną sukcesu tego serialu trzeba się poważnie zastanowić. Dlaczego miliony widzów polubiły aspołecznego lekarza? Mnie osobiście najbardziej pociągają momenty, kiedy z House’a wychodzi prawdziwy emocjonalny człowiek. To rzadkie chwile, ale niewątpliwie najciekawsze z punktu widzenia budowania postaci, bo wtedy chamski megaloman staje się wrażliwym facetem. I mamy przyczynę sukcesu serialu, bo widzowie lubią skomplikowanych ludzi.
Przejdźmy do człowieka, bez którego nie było House’a, jakiego znamy: Hugh Laurie, świetny brytyjski aktor przez lata tworzący postać najbardziej ekscentrycznego lekarza w historii. W pozostałych rolach występują między innymi uroczy Robert Sean Leonard, intrygujący Omar Epps i odrobinkę lalusiowaty Jesse Spencer wspierani przez bardzo kobiece i seksowne Lisę Eldstein, Olivię Wilde i Jennifer Morrison. Porządny scenariusz i dobra obsada sprawiają, że każdy widz powinien „Dra House’a” przynajmniej spróbować.

5) Pingwiny z Madagaskaru

Możecie myśleć, co chcecie, ale „Pingwiny” są jednym z najlepszych seriali animowanych. Jako wieczorna przerwa od nauki sprawdzają się świetnie, pozwalają się wyluzować i pośmiać. To nie tylko kwestia pomysłu, żeby z uroczych poniekąd pingwinów zrobić komandosów – polska wersja językowa i dialogi w tłumaczeniu Bartosza Wierzbięty powalają na kolana (bo tak mocno się śmiejemy), mamy tu także niezapomniane kreacje dubbingowe, gdzie szczególnie wyróżnia się Jarosław Boberek w roli niepozbieranego i narcyzowatego króla Juliana – skarbnicy złotych myśli. Serial zawiera liczne odwołania do tekstów kultury, a dzięki wyżej wspomnianemu Bartoszowi Wierzbięcie mamy tu nawiązania nawet do polskiej literatury. Innymi słowy: rozrywka dla wszystkich i na dobrym poziomie, objawami przedawkowania jest szampański humor i głupawka.

 

 

 

 

 

 

6) Ranczo

Polscy widzowie dzielą się na dwie grupy: ci, którzy uważają „Ranczo” za prymitywne i ci, którzy „Ranczo” uwielbiają. Ja należę do tych drugich. Żeby pokochać „Ranczo”, trzeba mieć dystans do siebie, bo to, co może być uznawane za prymitywizm, w rzeczywistości jest satyrą na Polaków i polską rzeczywistość. Trzeba trochę pomyśleć, żeby wydobyć głębię i rozszyfrować postacie i sytuacje, ale właśnie to sprawia, że nie ma trzeciej grupy, czegoś pomiędzy uwielbiającymi i pogardzającymi.
Ostatni sezon miał być (będzie???) wyemitowany w tym roku. Cieszę się, że twórcy znają umiar, bo nawet najlepszy serial trzeba kiedyś zakończyć, a 10 sezonów to tak w sam raz – wiadomo, że serial odniósł sukces, ale nie przeobraża się z tego powodu w tasiemcowatego tasiemca. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *