Stylowy facet + piękna kobieta = „Osaczeni”

Kiedy słynny złodziej dzieł sztuki dokonuje swojego kolejnego udanego skoku kradnąc słynne płótno Rembrandta, pani detektyw z firmy ubezpieczeniowej rusza jego śladem. Podając się za złodziejkę przyłącza się do niego w kolejnej akcji. Oboje są ostrożni, oboje coś ukrywają, ale mimo tajemnic zaczyna pomiędzy nimi iskrzyć, a to może zawadzać w największym skoku na bank w historii.

Tak naprawdę z inną obsadą „Osaczeni” byliby beznadziejni. To właśnie aktorzy nadali swoim postaciom osobowość i o ile potrafię wyobrazić sobie kogo innego w roli dajmy na to Williama Wallace w „Bravehearcie”, o tyle w tym filmie musiała zagrać ta dwójka: Sean Connery i Catherine Zeta-Jones. Ona rozkwitała właśnie po sukcesie „Maski Zorro”, dla niego była to jedna z ostatnich ról, co nie przeszkadzało mu sprawić jak najlepszego wrażenia. Sean Connery, ex-Bond świetnie sprawdził się jako bystry złodziej, który zaczyna odczuwać, że wiek nie sprzyja tej robocie. Piękna Catherine Zeta-Jones jak zawsze była sexy, łącząc kocie ruchy i ostry charakterek. Razem stworzyli mieszankę wybuchową, istny koktajl Mołotowa. Żadne z nich nie udawało kogoś innego, po prostu byli swoimi postaciami, a ich postacie były nimi. Ale chyba właśnie o to chodzi w dobrym aktorstwie, nieprawdaż?

„Osaczeni” są miłym kinem sensacyjnym. Pomysł może i nie jest nowy, ale został wykonany świeżo i intrygująco. W filmie jest kilka scen, które widz przypomina sobie po jakimś czasie z myślą „tak, to był dobry film”. Mam na myśli zwłaszcza laserowy labirynt (jakkolwiek kiczowato by to nie brzmiało) oraz scenę na dworcu. Film ogląda się przyjemnie, a jeszcze przyjemniej się do niego wraca. Polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *