Takich szaf już nie robią – „Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”

Trwa II wojna światowa, z powodu niemieckich bombardowań Londyn ewakuuje na wieś wszystkie dzieci. Wśród nich znajdują się Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja Pevensie, którzy trafiają do wielkiego domu profesora Kirke’a. Podczas zabawy w chowanego Łucja w starej szafie odkrywa Narnię – magiczną krainę od stu lat trwającą w niekończącej się zimie bez Bożego Narodzenia. Łucja zaprzyjaźnia się z faunem Tumnusem. Nie wie jednak, że każdy, kto spotka w Narnii człowieka, musi o tym natychmiast donieść Białej Czarownicy. Gdy cała czwórka rodzeństwa trafia do magicznej krainy,
w Narnijczyków wstępuje nadzieja na odzyskanie wolności. Z pomocą Wielkiego Lwa Aslana, bobrów
i innych zaprzyjaźnionych stworzeń dzieci zgodnie
z prastarą przepowiednią prowadzą Narnię do walki ze złem.

Podziwiam C. S. Lewisa za „Opowieści z Narnii”. Jego pomysł wydaje się być prosty i dosyć banalny, a jednak Narnia oczarowała już miliony młodszych i starszych czytelników na całym świecie. Oczywiste zatem stało się, że powinna powstać ekranizacja. W 1979 roku nakręcono kreskówkę, w 1988 roku BBC zrealizowało serial, jednak ciągle brakowało Narnii porządnego filmu z prawdziwego zdarzenia.

Wreszcie w 2005 roku „Lew, czarownica i stara szafa” zostało przeniesione na duży ekran. Wielokrotnie oglądałam ten film traktując go trochę jak bajkę. Dopiero ostatnio, kiedy odświeżyłam go sobie po dłuuugiej przerwie, opadła mi szczęka. Pod wodzą reżysera Andrew Adamsona powstało piękne, nieomalże epickie dzieło nakręcone starannie i z szacunkiem do widza. Filmowa Narnia nawet pod gruba warstwą śniegu jest krainą marzeń. Animacja najprzeróżniejszych stworzeń jest tak autentyczna, że przez moment zastanawiałam się nawet, jak oni wytresowali tego lwa, żeby potem palnąć się w czoło i użalić nad własną głupotą. Od pierwszych sekund oczarowała mnie również muzyka Harry’ego Gregsona-Williamsa, magiczna, piękna – po prostu narnijska.

Ale na nic zdałyby się wyżej wymienione zalety, gdyby nie aktorzy. Oziębła Tilda Swinton w roli Białej Czarownicy od samego początku przerażała i troszkę fascynowała. James McAvoy jako lekko wystraszony faun był po prostu fantastyczny, co nie zawsze można powiedzieć o młodych przystojnych aktorach grających zupełnie nieromantyczne, acz poczciwe role. Aslanowi swojego ciepłego głębokiego głosu użyczył Liam Neeson, oswajając i uczłowieczając nieco Wielkiego Lwa. Ale najważniejsi byli tu młodzi aktorzy, odtwórcy ról rodzeństwa Pevensie. Grająca Łucję Georgie Henley, dziś piękna młoda kobieta, była wtedy uroczym dzieckiem, które przekonałoby do siebie nawet Białą Czarownicę. Łusia w jej wykonaniu jednocześnie opiekowała się załamanym panem Tumnusem i wymagała jego opieki, choć była tylko małą dziewczynką, cechowała ją niezachwiana odwaga i siła. Skandara Keynesa  grającego syna, a raczej brata marnotrawnego, czyli Edmunda, początkowo trudno było polubić, ale potem stał się jednym z czwórki, częścią całości. Anna Popplewell – Zuzanna była tą przemądrzałą starszą siostrą, ale tak jak Edmund w Narnii dorosła. Ale William Moseley jako Piotr… takiego starszego brata można sobie tylko wymarzyć, Staś Tarkowski kiepsko przy nim wypada. Choć Piotr staje się rycerzem, są momenty, kiedy widać, że nadal jest wystraszonym chłopcem i to było piękne. Ale najmłodsza część obsady nie wypadałaby tak dobrze, gdyby dzieci nie były po prostu zżyte ze sobą i resztą ekipy filmowej. Myślę, że dlatego właśnie film ma taki urok – jego twórcy potrafili docenić to, co robią.

Pierwszą część „Opowieści z Narnii” obejrzałam z zapartym tchem, jak gdybym oglądała ją po raz pierwszy. Wydaje mi się, że dopiero teraz naprawdę dojrzałam do dzieła C.S. Lewisa, na przekór wszystkim, którzy uważają je tylko i wyłącznie za bajeczkę dla grzecznych dzieci. W „Opowieściach z Narnii” przemycono wiele wartości, łącznie z tymi chrześcijańskimi, a dzieci najzwyczajniej w świecie mogą ich nie zrozumieć. Narnia ponownie mnie oczarowała. Polecam odświeżenie sobie „Lwa, czarownicy i starej szafy” ze świadomością oglądania czegoś pięknego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *