Jak zagrać tatusia?

Nikt nie obiecywał, że w zawodzie aktora będzie łatwo. Jasne, są tacy, którzy grają mniej więcej te same role, na przykład zawsze są twardzielami w skórze albo głupiutką blondynką. Ci ambitniejsi grają różne role, mniej lub bardziej wymagające. Wszyscy zgodzą się, że najtrudniej zagrać szaleńca w przekonujący sposób, ale udało mi się odnaleźć rolę, na której wielu już się wyłożyło.

Trudną rolą jest zagranie ojca.

Tatusiem można być na wiele sposobów. Można zagrać sztywno i bez przekonania, tak, że nikt nie uwierzy, że to jego dzieci. Można zagrać dobrze, wtedy ojciec jest przekonujący i nie zwraca na siebie uwagi. Można też zagrać tak, że widownia wzdycha.

Beznadziejnym przypadkiem, który podsunął mi pomysł na ten wpis, jest Mel Gibson i jego rola w „Patriocie”. Jak wiemy, Gibson doskonale sobie z rolami szaleńców radzi, ale ojciec w jego wykonaniu… Pozwólcie, że użyję sformułowania „aż mnie słabi”. Chociaż słowa i czyny bohatera jasno pokazują, że walczy za swoją rodzinę i bardzo ją kocha, w kontakcie z dziećmi Gibson mógłby być zupełnie obcym człowiekiem. Nie potrafił nawet przytulić dziecka w przekonujący sposób. Można by mu to wybaczyć, gdyby nie fakt, że aktor jest ojcem siedmiorga dzieci!

Całe szczęście kilka lepszych przykładów nasuwa się od razu. Wzruszającą rolę ojca oswajającego synkowi wojnę zagrał Roberto Benigni w „Życie jest piękne”, dobrze zagrał też Liam Neeson w „Uprowadzonej”. Gary Oldman w ekranizacjach przygód Harry’ego Pottera odtwarzał rolę ojca chrzestnego głównego bohatera, niemniej jednak zrobił to z przekonaniem, bo Syriusz Black w jego wykonaniu jest idealny. Dobrym przykładem jest też pan Bennet – ojciec pięciu córek grany przez Donalda Sutherlanda w „Dumie i uprzedzeniu”. To taki typ, który pod ironiczną maską skrywa ciepłe uczucia. Bardzo przyzwoicie zagrał także Arkadiusz Jakubik w „Chce się żyć”, choć rola ojca niepełnosprawnego dziecka jest jeszcze trudniejsza.

Są jednak dwa fantastyczne przykłady ról ojców, które zapadły mi w pamięć, bo są tak ujmująco prawdziwe. Obaj aktorzy są bezdzietni, a jeden z nich podczas kręcenia tej najpiękniejszej sceny miał zaledwie 22 lata. Mowa o Piotrze Polku i Danielu Radcliffie. Polk zachwycił mnie rolą Oresta Możejki w „Ojcu Mateuszu” – policjanta opiekującego się swoim synkiem, który nie ma pojęcia, kto jest jego tatą. Podczas scen z Dominikiem zwykle oschły Możejko staje się delikatny i uczuciowy, a aktor gra tak, jakby chłopak rzeczywiście był jego dzieckiem. Z kolei Daniel Radcliffe miał do popisu tylko jedną scenę  – „19 lat później”, ale swojego „synka” przytulił tak, jakby to rzeczywiście było jego dziecko. Nie wiem, czy ktoś mu tak poradził, czy sam na to wpadł – wspomniany wcześniej Mel Gibson powinien się wstydzić, że gra gorzej od niedoświadczonego w tej dziedzinie dwudziestodwulatka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *