Blondynka z patelnią – „Zaplątani”

W głębi lasu w wysokiej wieży mieszka blondynka o imieniu Roszpunka. Jej długaśne  włosy mają magiczną moc uzdrawiania i przywracania młodości. Od czasu do czasu wpada do niej nadopiekuńcza matka, żeby sobie podreperować zdrowie, rozczesując włosy Roszpunki. Któregoś dnia, uciekając przed pogonią, do wieży dociera złodziejaszek Flynn Rider. Roszpunka pacyfikuje go patelnią i odbiera ukradziony przez niego diadem, obiecując oddać łup, jeśli Flynn doprowadzi ją do miejsca, skąd co roku w dzień jej urodzin w niebo wzbija się tysiące świateł. Ścigani przez konia służbistę trafiają do podejrzanej knajpki pełnej wrażliwych zbirów, którzy pomagają im uciec. Podczas wędrówki Flynn i Roszpunka lepiej się poznają i zaczynają się mieć ku sobie, kiedy dają o sobie znać dawne złodziejskie porachunki Flynna oraz matka Roszpunki, która wreszcie pokazuje swoją prawdziwą twarz. Robi się dramatycznie, bo Flynnowi grozi stryczek, a Roszpunce wieczne zamknięcie w wieży. Portem następuje jedna z najsmutniejszych disneyowskich scen w historii, ale „Zaplątani” mają porządne szczęśliwe zakończenie.

„Zaplątani” są jedną z moich ulubionych animacji wytwórni Disneya. Film zdecydowanie można uznać za udany: plastyczna kreska, barwne widoczki, wdzięczna muzyka. Akcja jest wartka, dialogi prześmieszne, bohaterowie wyraziści. Roszpunka, choć nadal tchnie klasyczną bajkową księżniczką, jest zadziorna, narwana i robi spektakularny użytek z patelni. Flynn z kolei jest pierwszym prawdziwym ciachem w historii filmów Disneya – powłóczyste spojrzenie, sarkastyczne uwagi, macho o duszy romantyka… Panie Rider, wszystkie księżniczki na widowni są pana! Czarne charaktery są klasyczne, choć stosunkowo liczne: dwa przygłupie bandziory i wredna czarownica. Smaczku całokształtowi dodaje zaciągający z niemiecka kapitan straży oraz banda mających marzenia zbirów. Ale prawdziwym majstersztykiem są postacie Pascala i Maximusa. Ten pierwszy jest uroczym kameleonem walecznym tylko wtedy, gdy w razie czego ktoś mógłby go obronić. Drugi jest koniem z bzikiem na punkcie przestrzegania prawa, który momentami zachowuje się jak pies. Bez tych dwóch „Zaplątani” straciliby przynajmniej połowę swojego uroku.

Jak wszystkie disneyowskie animacje, „Zaplątani” mają swój smrodek dydaktyczny, morałem zwany. Podążajcie za marzeniami, bo każde z nich można spełnić. Pamiętajcie, że miłość cierpliwa jest łaskawa jest i tak dalej. Nie zapominajcie o wielkiej mocy poświęcenia, bla, bla bla. A także nauczcie się władać patelnią, bo samoobrona z jej użyciem może uratować życie.

 

2 comments on “Blondynka z patelnią – „Zaplątani”

  1. „Zaplątani” są z pewnością jedną z moich ulubionych bajek Disney’a. Film ma wiele plusów, (w tym naprawdę ładne CGI, choć nie obraziłabym się, gdyby film był klasyczną animacją) i przyjemną fabułę. Duży sentyment i naprawdę miłe wrażenia :)
    Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *