„Katedra Marii Panny w Paryżu” i „Dzwonnik z Notre Dame” – powieść Wiktora Hugo vs animacja Disneya

Rzecz ma miejsce w średniowiecznym Paryżu. Ukochana córeczka prostytutki zostaje porwana przez Cyganów, którzy w zamian podrzucają na wpół ślepe brzydkie dziecko. Zrozpaczona matka zamyka się w pustelni, bluzgając nienawiścią do wszystkich Cyganów, a podrzutka bierze na wychowanie archidiakon Klaudiusz Frollo – duchowny zafascynowany nauką i jedyny opiekun swojego malutkiego brata Jana. Mija piętnaście lat. Poeta Piotr Gringoire podążając za piękną Cyganką Esmeraldą trafia na Dziedziniec Cudów, czyli miejsce, w które typy spod ciemnej gwiazdy schodzą się z całego Paryża. Zgodnie z cygańskim zwyczajem Esmeralda ratuje nieszczęsnego poetę, biorąc go za męża. Robi to jednak tylko z litości, bo jej życie wcale nie ulega zmianie – jak zawsze tańczy przed katedrą Notre Dame i uczy swoją kózkę sztuczek. Tak naprawdę obiektem jej niewinnych dziewczęcych uczuć jest kapitan gwardii  Febus de Châteaupers, przystojny i zaręczony wojskowy, dla którego Esmeralda była jednorazową przygodą, kiedy to został pchnięty nożem. Oskarżenie pada na Cygankę, podczas gdy sprawcą całego zamieszania jest archidiakon Frollo walczący z pożądaniem i miłością do Esmeraldy. Dziewczyna zostaje skazana na stryczek. Korzystając z prawa azylu katedry od śmierci ratuje ją głuchy i prawie ślepy Quasimodo, wychowanek Frolla. Przez długi czas opiekuje się Cyganką jak może, odpierając szturmy na kościół, ale mimo jego starań Esmeralda wciąż jest zakochana w Febusie. Ostatecznie po ucieczce z katedry dziewczyna zostaje powieszona, archidiakon spada z jednej z wież i zabija się, jego brat ginie w szturmie na Notre Dame, a Quasimodo umiera, trzymając w ramionach ciało Esmeraldy.

W 1996 roku wytwórnia Disneya postanowiła zabrać się za „Katedrę…”. Z jakim skutkiem?

Pewnej nocy uciekający Cyganie trafiają w pułapkę zastawioną przez sędziego Frollo. Z życiem uchodzi tylko brzydkie niemowlę, które Frollo chcąc nie chcąc bierze pod opiekę i nadaje mu imię Quasimodo – niby-człowiek. Chłopak dorasta w katedrze Notre Dame nauczany przez swojego opiekuna i ukrywany przed światem. Jest dzwonnikiem, spędza czas na obserwowaniu Paryża i rozmowach z kamiennymi gargulcami. Pewnego dnia ucieka ze swojego więzienia na festyn, gdzie zostaje zmieszany z błotem i okrutnie wyśmiany przez ludzi, a jedyną istotą, która okazuje mu serdeczność i współczucie, jest Cyganka Esmeralda. Gonieni przez straż z kapitanem Febusem na czele ukrywają się w katedrze. Febus jest jednak dobrym człowiekiem, sprzeciwia się rozkazom i odmawia zabijania niewinnych. Ranny ucieka, stając się kolejną wyjętą spod prawa osobą korzystającą z azylu Notre Dame. Podstępem Frollo dostaje w swoje ręce Cygankę, która zostaje skazana na stos. Quasimodo ratuje ją przed śmiercią, a mury katedry same zaczynają bronić się przed wrogami. Ostatecznie Frollo ginie w piekielnych czeluściach, Esmeralda i Febus zostają małżeństwem, a Quasimodo ich najlepszym przyjacielem. I mamy klasyczny cukierkowy happy end.

Choć bardzo lubię disneyowskiego „Dzwonnika z Notre Dame”, ten film nie powinien powstać. „Katedra Marii Panny w Paryżu” Wiktora Hugo jest powieścią zbyt skomplikowaną i zbyt mroczną, żeby sprzedawać ją dzieciom, zatem historia musiała zostać poważnie zmodyfikowana, a w efekcie sporo straciła.

Zupełnie zmieniono postacie. Wiktor Hugo stworzył bohaterów jak prawdziwych ludzi, jedni są prości, inni skomplikowani. Disney musiał ich ujednoznacznić, mamy więc postacie, które są albo po prostu złe, albo dobre i sympatyczne. Poważnie spłyciło to całą opowieść. Głuchy, zgorzkniały i budzący odrazę garbus Quasiomodo stał się nieszczęśliwym chłopcem rozmawiającym z kamiennymi gargulcami i śpiewającym smutne piosenki. Esmeralda, która była spragnioną miłości nastolatką poszukującą swojej tożsamości, przeistoczyła się w silną, seksowną, a czasem sarkastyczną młodą kobietę. Febus, w oryginale pospolity bawidamek z tendencją do skoków w bok, w kreskówce jest przystojnym dowcipnym blondynkiem o powłóczystym spojrzeniu, który zakochuje się w Cygance od pierwszego wejrzenia, jest oprócz tego człowiekiem szlachetnym i honorowym, gotowym bronić słabszych. Cyganie z ludzi groźnych i nieprzewidywalnych stali się biednym prześladowanym ludem, a postacie Gringoire i żaka Jana zostały zupełnie zignorowane.

Najbardziej na disneyowskim uładzaniu ucierpiał jednak Klaudiusz Frollo. W oryginale ksiądz zafascynowany nauką i walczący z nieczystym pożądaniem, w filmie ze względu na poprawność polityczną został bezwzględnym sędzią nienawidzącym Cyganów. Z wrażliwego mężczyzny opiekującego się młodszym bratem i przygarniającego brzydkiego podrzutka stał się wrednym zabójcą wykorzystującym swoją władzę do pastwienia się nad słabszymi. Frollo był bohaterem tragicznym, rozdartym, zdolnym do miłości do usynowionego garbusa, przerażonym zwierzęcym pożądaniem, jakie może odczuwać człowiek – był jedna z tych skomplikowanych postaci, które tak lubię, a na potrzeby bajki dla dzieci został sprowadzony do roli klasycznego czarnego charakteru. Wiktor Hugo pewnie przewraca się w grobie!

Rysownicy uładzili także wydarzenia – w bajce musi być jasno i klarownie, nie można też wystraszyć dzieci, znika więc stryczek, ginie tylko „ten zły”, a cała reszta żyje długo i szczęśliwie, śpiewając piosenki i tańcząc na ulicach Paryża. Wiktor Hugo natomiast skorzystał z władzy autora i zrobił największe możliwe świństwo czytelnikowi, zabijając prawie wszystkich bohaterów.

Zmienił się nawet główny bohater, a z tej przyczyny trzeba było zmienić tytuł całego przedsięwzięcia. U Wiktora Hugo to katedra Notre Dame jest jedynym stałym punktem odniesienia, więc naturalne było, że cała opowieść została nazwana jej imieniem. Disney opowiedział historię pogardzanego przez ludzi nieszczęśliwego chłopca, więc tytuł też stał się odrobinkę sentymentalny i hm, po prostu disneyowski.

Pisałam już wcześniej o pięknym francuskim musicalu „Notre Dame De Paris”. Myślę, że jest to kompromisem pomiędzy powieścią a animacją – oczywiście musiał zostać uproszczony i troszeczkę bardziej spójny, jednak ze swoją mrocznością nadal pozostaje bliższy oryginałowi – historii spisanej przez Wiktora Hugo.

Podsumujmy: nie powinno zestawiać się powieści i filmu animowanego oraz dorzucać do tego musicalu, bo można skutecznie obrzydzić sobie wszystkie trzy dzieła. Osobno są trzema historiami o wspólnym mianowniku, są, każda na swój sposób, urokliwe. Powieść jest nawet wciągająca (jeśli pominąć opisy średniowiecznego Paryża, co też uczyniłam), musical mocny, z piękna muzyką i niezapomnianymi kreacjami aktorskimi, animacja Disneya urzeka naiwnością, feerią barw i porządną muzyką Alana Menkena. Z „Dzwonnikiem” i „Katedrą” jest jak z mlekiem i ogórkami kiszonymi: osobno -  dobrze smakuje, razem grozi rewelacjami żołądkowymi.

2 comments on “„Katedra Marii Panny w Paryżu” i „Dzwonnik z Notre Dame” – powieść Wiktora Hugo vs animacja Disneya

  1. Szczerze mówiąc nie wiedziałam, że ta bajka powstała na motywach jakieś powieści. Sama niezbyt przepadam za Dzwonnikiem, ale z tego co czytałam w recenzji – wersja książkowa chyba bardziej przypadłaby i do gustu :)

    Pozdrawiam :)

    1. Książka a film Disneya to dwie zupełnie różne rzeczy! Jeżeli pociągają Cię mroczne klimaty i jesteś w miarę cierpliwym czytelnikiem – zapraszam do lektury!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *