Miłość nie zna granic – „Między piekłem a niebem”

Chris mógł być najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi – miał kochającą żonę Annie i dwoje wspaniałych dzieci. Mieszkali w dużym domu, gdzie spędzali razem czas i gdzie Annie malowała obrazy z wizją ich wspólnego raju. Niestety koniec szczęścia nadchodzi zbyt szybko: dzieci giną w wypadku samochodowym, a Annie popada w depresję obwiniając się o ich śmierć. Małżonkowie ocierają się o rozwód, ale Chris cały czas trwa przy żonie i jego obecność pomaga powrócić jej do równowagi. Wtedy Chris ginie w wypadku samochodowym…

… i trafia do nieba – kraju szczęśliwości, gdzie po horyzont rozciąga się krajobraz, jaki Chris
i Annie sobie wymarzyli. Jednak mężczyzna nie jest szczęśliwy – patrzy na cierpienia żony i nie może znieść rozłąki, a jego raj przybiera formę malarskiej wizji Annie.
Do Chrisa dołącza Albert – przewodnik po raju, który pomaga mu pogodzić się z tym, co się stało. Wtedy Chris dowiaduje się, że Annie z rozpaczy popełniła samobójstwo, nie może jednak dołączyć do niego w raju, bo ci, którzy targnęli się na swoje życie, trafiają do piekła. Chris wyrusza w najczarniejsze piekielne czeluści, aby odnaleźć żonę.

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy podczas oglądania tego filmu, są efekty specjalne: malowniczy malowany świat i czarne przejmujące grozą piekło. Widzisz coś takiego i myślisz „tak właśnie wygląda oscarowy film”.

Jednak największą zaletą „Między piekłem a niebem” jest grający główną rolę Robin Williams. Każda scena z jego udziałem to teatr rozbrajającego uśmiechu, błysku w oku i wielu emocji. Partnerujący mu Annabella Sciorra i Cuba Gooding Jr. również świetnie się spisali. Tak naprawdę cały film jest taką mieszanką radości i smutku, że trudno oglądać go z kamienną twarzą. Dobrze wiecie, o co mi chodzi – zaczynałam chlipać na nowo średnio co 10 minut, a świadomość, że Robin Williams nie zagra już w żadnym filmie, tylko wzmacniała lekko dołujący efekt filmu.

Mimo wszystko „Między piekłem a niebem” kończy się pogodnie. Ja jednak wciąż nie mogę zdecydować, czy jest to film poruszający, czy po prostu ckliwy. Oceńcie sami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *