„Gdy mnie potrzebujecie, a nie chcecie, muszę zostać. A gdy mnie chcecie, ale już nie potrzebujecie, muszę odejść.” – Niania McPhee

Chyba każdy słyszał o niani McPhee. Zawsze pojawia się znikąd w krytycznym momencie, ze stoickim spokojem wkracza w centrum tornada rozpętanego przez rozbrykaną dzieciarnię, uderza laską i już po paru dniach niesforne dzieci chodzą jak w zegarku, gdy tylko ją zobaczą. Wzorowana na książkowej niani Matyldzie postać podbiła serca nie tylko dzieci, ale i (a może zwłaszcza) rodziców na całym świecie.

W pierwszej części niania McPhee przybywa do domu pana Browna – wdowca i ojca siedmiorga łobuzów, który musi ponownie się ożenić, aby utrzymać rodzinę. Dzieci oczywiście nic sobie nie robią z zakazów jego, podkuchennej Evangeliny czy kucharki, w krytycznym momencie na pomoc przybywa jednak niania, która podczas pięciu lekcji ustawia całą siódemkę do pionu.
Po drodze dzieciom udaje się przebrać osła i trzodę chlewną za panienki, wysłać Evangelinę na naukę do ciotki, zniechęcić, zachęcić i znów zniechęcić niejaką panią Chyży do małżeństwa z panem Brownem i zorganizować walkę na lukrowane ciasta, ogólnie rzecz biorąc – nieźle nabroić, ale w ostateczności mamy tutaj szczęśliwe zakończenie. Film w zabawny sposób opowiada
o perypetiach rodzeństwa, ale nawet kłopoty finansowe Brownów ukazano tu w sposób bajkowy i od początku skazany na happy end.

 

 

 

 

Druga część zatytułowana wymownie „Niania i wielkie bum” jest już poważniejsza. Niania McPhee trafia do gospodarstwa Greenów, gdzie zaciekły spór prowadzą dzieci Isabel Green ze swoim rozpieszczonym kuzynostwem z miasta. Akcja filmu rozgrywa się podczas II wojny światowej – pan Green jest na froncie, Isabel prowadzi gospodarstwo sama, więc przygody dzieci nie są już takie bajkowe jak w pierwszej części, nadal jednak znajdziemy tu momenty, podczas których uśmiejemy się do łez (wśród nich zdecydowanie najurokliwsza scena pływających synchronicznie prosiaczków). Niania McPhee i tym razem radzi sobie z rozhukaną gromadką, co więcej dzięki jej pomocy dzieci uczą się współpracy ze sobą i znów mimo wcześniejszych problemów (również tych poważnych, wojennych) mamy happy end.

Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że grająca nianię McPhee Emma Thompson jest świetną aktorką – tutaj dała się poznać również jako utalentowana autorka scenariusza. Niania w jej wykonaniu sieje postrach, ale potrafi być też opiekuńcza, ciepła i zabawna, gdy trzeba. Poza Emmą Thompson w filmach przewija się śmietanka brytyjskich aktorów: Colin Firth, Kelly Macdonald, Imelda Stauton, Maggie Smith, Ralph Fiennes czy Ewan McGregor, po prostu aż miło się ogląda.

Filmy są ciepłymi opowieściami o życiu ze sporą dozą humoru, niby na serio, ale nie do końca. To świetna rozrywka zarówno dla dzieci jak i ich rodziców (choć tym pierwszym dostarczyć mogą inspiracji do psot ku utrapieniu tych drugich). „Nianię” oraz „Nianię i wielkie bum” oglądała cała moja rodzina, chociaż to ja śmiałam się najgłośniej. Polecam te filmy do odstresowania się, terapia śmiechowa z ich pomocą pomaga na wiele smutków i smuteczków.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *