Nie zostać wariatem wśród czubków – „Lot nad kukułczym gniazdem”

„Lot nad kukułczym gniazdem” to kolejny film, który obejrzałam podczas lekcji Wiedzy o kulturze i tym razem udało mi się go zrozumieć, więc ten post powinien być nieco bardziej składny niż ten o „Popiele i diamencie”…

Randle McMurphy, drobny złodziejaszek i oszust udaje niepoczytalnego, aby uniknąć więzienia i trafia do zakładu psychiatrycznego prowadzonego twardą ręką przez siostrę Ratched. Przekonany o tymczasowości swojego pobytu próbuje zmienić ustalony rozkład dnia, podburza pacjentów przeciwko zasadom, innymi słowy robi wszystko, by zaleźć surowej pielęgniarce za skórę. Kiedy jednak okazuje się, że Randle nie może opuścić ośrodka, wszystko się zmienia, a farsa staje się dramatem…

Film jest wielowarstwowy, w różnych ujęciach pokazuje rzeczywistość zakładu psychiatrycznego. Wszystko, co ogląda widz, zostało przemyślane. Na początku spodziewamy się zwykłej obyczajówki o wariatkowie, kiedy Randle zaczyna planować ucieczkę, kibicujemy mu, ale gdy rozpoczynają się kłopoty, zaczynamy rozumieć, że od początku do końca „Lot nad kukułczym gniazdem” jest kończącym się tragicznie dramatem.

Czas na obsadę: Jack Nicolson gra tak, że momentami miałam wątpliwości, czy jego postać nie jest jednak szalona, a Louise Fletcher grająca siostrę Ratched jest bezwzględna, ale jednocześnie widz rozumie jej zachowanie. Oboje zostali nagrodzeni Oscarami. Co do reszty: profesjonalni aktorzy są tak świetni, że nie sposób odróżnić ich od statystów, którzy rzeczywiście byli prawdziwymi pacjentami ośrodka psychiatrycznego. I to było w tym filmie najstraszniejsze: był taki realistyczny.

„Lot nad kukułczym gniazdem” nie jest przyjemnym rozwiązaniem na piątkowy wieczorek przed telewizorkiem. Stanowi jednak ważny rozdział w historii kina i każdy szanujący się kinomaniak powinien go zobaczyć i przerazić się jego realizmem, tak jak ja się przeraziłam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *