14 aktorów, dla których włączę telewizor w piątkowy wieczór

Na ogół oglądam filmy na zasadzie „bo gra tam ktośtam”. Reguła raczej się sprawdza, bo jeżeli aktor jest dobry, to film (teoretycznie) też, a jeżeli aktor jest marny, ale przynajmniej wygląda dobrze – seans jest bardzo przyjemny… Nie znaczy to, że nie oglądam innych filmów, ale znane mi nazwisko na pewno jest dla mnie dobrą motywacją, żeby wziąć pilota do ręki. Poniżej znajdziecie listę czternastu takich nazwisk (żeby było śmieszniej, ich właścicieli ułożyłam w kolejności od najmłodszego do najstarszego…).

 

 

 

 

 

 

 

1) Sam Claflin
(ur. 1986)

Osobny wpisik o tym panu znajdziecie tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

2) Ben Barnes
(ur. 1981)

Więcej o nim tutaj

 

 

 

 

 

 

 

3) Orlando Bloom
(ur. 1977)

Och, jak ja byłam beznadziejnie zakochana na zmianę w Legolasie, Willu Turnerze, Balianie z Ibelinu i Parysie! Na szczęście mi przeszło :). Od tego czasu mam jednak pewien sentyment do pana Blooma, jednak nie wystarczyło go na tyle, żeby powstrzymać śmiech podczas jego kaskaderskich wyczynów w ostatnim „Hobbicie„.

 

 

 

 

 

 

4) Joaqiun Phoenix

(ur. 1974)

Widziałam go tylko w roli Commodusa w „Gladiatorze” oraz w roli Johnny’ego Casha w „Spacerze po linie”, szczególnie ujął mnie tą drugą, gdzie dał się poznać nie tylko jako świetny aktor, ale również jako niezły śpiewak.

 

 

 

 

 

5) Martin Freeman

(ur. 1971)

Nasz nieoceniony hobbit i doktor Watson, osoba, która ratowała wcześniej wspomnianą „Bitwę Pięciu Armii”. Miłym zaskoczeniem było dla mnie uświadomienie sobie jego obecności w „To właśnie miłość”, chętnie zobaczyłabym go w jakiejś innej przyjemnej komedii.

 

 

 

 

 

 

 

6) Richard Armitage
(ur. 1971)

Znany przede wszystkim jako Thorin Dębowa Tarcza w „Hobbicie”, ale szczególnie pociągający jako John Thorton w „Północ i południe„.

 

 

 

 

 

 

7) Antonio Banderas
(ur. 1960)

Zabójczy jako Zorro wywijający szabelką, równie zabójczy w „Desperado”, niepokojąco machający skalpelem w „Skórze, w której żyję” (ze względu na realizm poddałam się po kwadransie), baaardzo pociągający jako nauczyciel tańca w wdzięcznym „Wytańczyć marzenia” i… najsłodszy jako Kot w Butach. I jeszcze umie śpiewać.

 

 

 

 

 

 

8) Sean Bean
(ur. 1959)

Znany również jako jeden z najczęściej zabijanych na ekranie (średnio raz na 15 miesięcy). Zginął we „Władcy Pierścieni”, w „GoldenEye”, w „Czasie patriotów”, w serialu „Gra o tron”, w „Wyspie”… Na umieraniu zrobił karierę. Trochę szkoda gościa z takim szczerym uśmiechem…

 

 

 

 

 

 

 

9) Viggo Mortensen
(ur. 1958)

Znany mi głównie z roli Aragorna we „Władcy Pierścieni” oraz malutkiej rólki Amisza w „Świadku”. Oprócz tego cały czas czekam na ten historyczny moment, kiedy „Appaloosa” i „Droga” zostaną puszczone o porze dla normalnych ludzi, tj. przed 22 (dzisiaj „Droga” znowu po 23…). Może wtedy będę miała szansę zobaczenia pełni talentu Mortensena (oprócz aktorstwa zajmuje się jeszcze muzyką, malarstwem i pisaniem wierszy).

 

 

 

 

 

 

 

10) Liam Neeson
(ur. 1952)

Jego role w jakiś sposób zawsze są szlachetne: w „Liście Schindlera” ratuje ludzi, w „Uprowadzonej” córkę, w „Gwiezdnych Wojnach” jest prawym rycerzem Jedi, w „Królestwie niebieskim” krzyżowcem z honorem, nawet jego głos Aslana z „Opowieści z Narnii” tchnie siłą. Aktor ma dystans do siebie, ale także wrażliwość, a jego postacie są zawsze wiarygodne.

 

 

 

 

 

 

 

11) Alan Rickman
(ur. 1946 zm. 2016)

Moja fascynacja Alanem Rickmanem rozpoczęła się od Snape’a (i jego głosu), aby potem podążyć przez „Szklaną pułapkę” i „Robin Hooda” i skończyć na „To właśnie miłość” oraz „Rozważnej i romantycznej” – od czarnych charakterów do szlachetnych rycerzy, ten aktor zagra wszystko z przekonaniem.

 

www.expendables.wikia.com

 

 

 

 

 

 

 

12) Harrison Ford
(ur. 1942)

Podczas wywiadów nieco sztywny, za to przed kamerą czuje się jak ryba w wodzie. Był już Hanem Solo, Indianą Jonesem, Ściganym i Świadkiem, zagrał we „Frantic”, „Czasie patriotów” i „Sabrinie„… I zawsze czekam na jego uśmiech. ;)
Więcej o nim tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

13) Sean Connery
(ur. 1930)

Pierwszy Bond, pierwszy z licencją na zabijanie, jednak im bardziej jego kariera się rozwijała, tym stawał się bardziej interesujący. Bo Sean Connery jest jak wino – im starszy, tym lepszy.

 

 

 

 

 

 

 

 

14) Christopher Lee
(ur. 1922, zm. 2015)

Był Draculą, Lordem Sithów, czarodziejem – nie wiadomo czemu, często grywa postacie złe lub niejednoznaczne, może ze względu na głęboki głos. Oby grał jak najdłużej!

EDIT: Christopher Lee zmarł 7. czerwca w wieku 93 lat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *