O warczeniu i rycerzach

Dzisiaj będzie o kulturze osobistej.

Stałam sobie na przystanku, czekając na autobus i co tu kryć – nudząc się niemiłosiernie. Co zrozumiałe – nudzili się wszyscy moi towarzysze niedoli – nastolatki dźgające malowanymi paznokciami ekrany telefonów, starsze panie przyciskające do piersi torby z zakupami, tęgi pan z laską, chłopcy siedzący na barierce i w najlepsze majtający nogami. Do tłumku dołączyła całkiem elegancka kobieta, mniej więcej pięćdziesięciolatka. Podeszła do dziewczyn zajmujących mikroskopijną ławeczkę i burknęła „Przesuńcie się” takim tonem, jakby zauważyła, że coś przykleiło się jej do obcasa…
Szczęka mi opadła. Owszem, zaledwie minutę wcześniej sama pomyślałam o tym, że panienki mogłyby ustąpić miejsca starszym czy chociaż wziąć na kolana swoje gigantyczne torby, ale ta pani też mogła załatwić to w sposób zdecydowanie grzeczniejszy… Potem usadowiła się wygodnie, a dziewczyny się wyniosły. Nadjechał autobus, wszyscy wsiedli i stali koło siebie w milczeniu, kołysząc się i podskakując razem z pojazdem na każdej dziurze… Znieczulica ludzka nie ma granic.

Ale na szczęście wciąż są ludzie skłonni do pomocy nieznajomemu.

Tak się złożyło, że mój zły dzień dotarł do punktu kulminacyjnego, kiedy byłam w miejscu publicznym – w najgorszym możliwym momencie. Jestem z natury osobą, którą łatwo wprawić w skrajne emocje – tym razem nie wytrzymałam, najzwyczajniej w świecie rozpłakałam się z bezradności jak małe dziecko. Byłą ze mną moja Mama, pocieszała mnie (jak zawsze, kiedy jej potrzebuję), ale jak już raz się zacznie histeryzować i użalać nad sobą, ciężko się uspokoić. Pech chciał, że żadna z nas nie miała przy sobie chusteczki. Siedziałyśmy na schodach, Mama mnie przytulała, a ja w najlepsze taplałam się w swojej rozpaczy. Dosłownie taplałam się, bo jak inaczej podsumować wodospad płynący z oczu i brak chusteczki?

Wtedy pojawił się rycerz, który podetknął mi pod nos paczkę chusteczek. Moja wiara w ludzi natychmiast podskoczyła do sufitu. Rycerze z chusteczkami pomagający zapłakanym dziewczynom ciągle istnieją! Chociaż pewnie on zapomniał o fakcie po pięciu minutach, ja będę pamiętać do końca życia.

Życzę Wam spotkania takich ludzi – rycerzy rzeczywistości.

One thought on “O warczeniu i rycerzach

  1. Oluś!
    Wiem, że miałam skomentować to co napisałaś, ale dziś muszę Ci napisać, że wszystko czyta się łatwo, lekko i przyjemnie.
    Masz śliczny styl pisania! Tak trzymaj!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *